Kościół w Eyam
Historia

Historia pewnej kwarantanny

Jeśli wydaję się nam, że kwarantanna, samoizolacja podczas choroby, czy tworzenie kordonu sanitarnego i dezynfekcja pieniędzy, jest nowoczesnym sposobem na radzenie sobie z pandemią chorób zakaźnych, to zapraszam na wycieczkę do małej angielskiej wioski Eyam, która leży w hrabstwie Derbyshire.

Mała miejscowość Eyam, niedaleko miasta Sheffield, stała się słynna dzięki bohaterskiemu czynowi jej mieszkańców. Było to 354 lata temu. Jest to historia ludzi, którzy zostali w swoich domach ( czyż nie brzmi to znajomo?), którzy nie uciekli.
Pewnego listopadowego dnia 1666 roku, w dalekiej wiosce Eyam, liczacej około 800 mieszkańców, rozległ się dzwięk kościelnych dzwonów. Głos ich rozbrzmiewał przez cały dzień i rozniósł się po całej okolicy.
Co robili wtedy mieszkańcy Eyam? Trudno powiedzieć czy ich serca przepełniała ogromna radość oraz ulga i ze łzami w oczach dziękowali Bogu za swoje ocalenie. Czy może byli tak wykończeni koszmarem ostatnich miesięcy, że wpadli w apatyczne znużenie, niezdolni wykrzesać z siebie żadnych emocji?
Tego nie wiemy, jakkolwiek to wygladało, dzwony zwiastowały koniec kwaranntany, jakiej dobrowolnie poddali się mieszkańcy tej miejscowości.
Widmo śmierci oddaliło się na jakiś czas, chociaż śmierć zebrała swoje żniwo, 260 ofiar, czyli prawie jedna trzecia mieszkańców

Jak do tego doszło, że ludzie ci odizolowali się od świata zewnętrznego?

Historia słynnej kwarantanny rozpoczęła się 14 miesięcy wcześniej, kiedy pomocnik miejscowego krawca rozpakował bele materiału, które przybyły z Londynu. Wieś szykowała się na pewne święto religijne, ludzie potrzebowali nowych ubrań, więc krawiec miał ręce pełne roboty.
Materiał w belach był zawilkły, więc George Viccars rozwinął je i powiesił nad paleniskiem do wyschnięcia.
I wtedy to właśnie nieświadomie podpisał na siebie wyrok śmierci. Zmarł w ciagu tygodnia od otrzymania przesyłki.
W zwojach tkanin przybyły także pchły roznoszące straszną śmierć, na którą zmarły już tysiace ludzi w Londynie, a mianowicie dżumę.

George został pierwszą ofiara zarazy. Przybył do tej miejscowości tylko na pewien czas, by pomóc krawcowi w pracy i niegdy już nie opuścił Eyam.

Zaraza zaczęła się szybko rozprzestrzeniać. Między wrześniem a grudniem 1665 roku zmarło 42 mieszkańców. Wiele osób zaczęło się zastanawiać nad opuszczeniem wioski i przesiedleniem się do sąsiedniego miasta.
Do czego to mogło doprowadzić?
Dżuma zaczęłaby się rozprzestrzeniać na okoliczne miejscowości jak Sheffield i Bakewell.
Trzeba było zaczać działać i to szybko.

Proboszcz usługujący w tej miejscowości William Mompesson, był przekonany, że aby zapobiec rozprzestrzenianiu się zarazy, wioska musi być poddana kwaranntanie.
Naturalnym odruchem jest uciec jak najdalej od miejsca zagrożenia, jak więc można przekonać ludzi, żeby zostali na pewną śmierć? Do jakich uczuć się odwołać? Było to nie lada wyzwanie.Poparł go jednak w tym jego poprzednik, który wciąż mieszkał w wiosce i cieszył się większym szacunkiem niż jego następca.

24 czerwca 1666 roku Mompesson ogłosił parafianom, że wioska musi zostać zamknięta. Nikt nie może do niej wejść ani z niej wyjść. Proboszcz przedstawil ludziom sprawę jasno, jeśli zostaną narażą się na śmierć. Odwołał się do chrześcijańskich uczuć swoich wiernych, ofiarności i poświęcenia dla dobra innych. Obiecał także, że zrobi wszystko co w jego mocy, by złagodzić cierpienie.
Był gotów poświęcić swoje życie dla dobra innych. Co nie zmienia faktu, że przed ogłoszeniem kwarantanny udało mu się wywieźć dzieci z wioski. Chciał również, żeby jego żona opuściła wioskę, ona jednak wolała zostać przy nim.

Mieszkańcy Eyam wprawdzie niechętnie, co nie można mieć im za złe, zgodzili się zostać w wiosce. Prawdę mówiąc wielu nie miało by gdzie się podziać, w Eyam mieli swoje farmy, albo pracowali w kopalni i było to ich jedyne źródło utrzymania.
Tak czy owak Mompesson przekonał ich, że utworzenie kordonu sanitarnego wokół wioski będzie najlepszą metodą walki z zarazą.

Ludzie ci posłusznie zgodzili się poddać tej izolacji. Żywność zostawiano im przy kamieniach granicznych, a mieszkańcy zostawiali pieniądze w wydrążonych w kamieniu dziurach, napełnionych wodą z octem, dla odkażenia jak wierzono. Nie mieli więc jedni z drugimi żadnego kontaktu.

O jakiej pladze tu mówimy? Była to epidemia dżumy tzw Czarna Śmierć, która w XIV wieku uśmierciła około 350 milionów ludzi. Umieralność wynosiła od 30-60%.
Zaraza ta uśmierciła w 1666 roku od 75 000 do 100 000 londyńczyków, jedną piątą populacji. Dżuma na, która zachorowali mieszkańcy Eyam, była wywołana przez bakterię Yersinia Pestis, przenoszoną przez gryzonie i przez zainfekowane pchły pasożytujące na szczurach.
Objawami byla wysoka gorączka, wymioty, biegunka, opuchnięte węzły chłonne, wybroczyny podskórne, gnicie ciała. Martwica organów wewnętrznych powodowała, że osoby chore, jeszcze przed wystąpieniem symptomów, wyczuwały słodki zapach. Mompesson zanotował, że dzień przed zachorowaniem, jego żona wyczuwała słodki zapach w powietrzu, był to pierwszy sygnał choroby.

Wracając do naszej wioski, blokada okazała się niezwykle skuteczna. Bez tych ograniczeń znacznie większa liczba ludzi uległaby zakażeniu. Pomimo szczytnej idei, poświęcenia się dla dobra innych, możemy sobie wyobrazić, że życie w wiosce nie było łatwe.

Sierpień 1666 roku przyniósł szczyt zachorowań, umierało od sześciu do siedmiu osób dziennie. Lato tego roku było gorące, co oznaczało, że pchły były bardziej aktywne i zaraza rozprzestrzeniała się niekontrolowanie po całej osadzie.
Pomimo tego nikt nie złamał kordonu, nawet jego przeciwnicy.

Dla Elizabeth Hancock był to najgorszy moment w jej życiu. Prawdopodobnie to ona przyniosła zarazę do domu, pomagała pochować kogoś zmarłego na dżumę, tak przynajmniej podaja pewne źródła. Nie wiedziała jak zgubne w skutkach to się okaże.
W ciagu ośmiu dni pochowała sześcioro dzieci i męża. Trudno nawet wyobraźić sobie taką tragedię!
Mało tego, sama musiała ich pochować, na cmentarzu kościelnym nie było już miejsc, nie miała więc wyboru jak ciagnać ciała zmarłych na pole, które przylegało do farmy i wykopać grób.
Czy możemy sobie wyobrazić ogrom jej cierpienia? Jak zebrała siły, żeby tego dokonać? Czy miała siłę opłakiwać śmierć swoich bliskich czy trwała w obojętnym otępieniu? I nie było przy niej nikogo, ta samotność musiała być przytłaczająca. Nikt nie mógł jej pomóc, ludzie przygladali się tylko w oddali.

Z kolei Marshal Howe, który przeżył czasy zarazy, również stracił rodzinę. Ponieważ sam zaraził się dżuma na samym początku epidemii i przeżył, doszedł do wniosku, że nie może zarazić się dwukrotnie. Znalazł więc sobie zajęcie grzebania zmarłych. Ponieważ liczba zmarłych rosła, a nawet znikały całe rodziny, zapotrzebowanie na jego usługi nie malało. Często brał sobie przedmioty należące do zmarłych jako zapłatę za swoją pracę. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że jego dwuletni synek i żona mogli się zarazić przez rzeczy, które skradł. Niestety oboje zmarli.

Do osób, które przeżyły możemy dołaczyć Margaret Bakewell ( jej dom stoi do dziś w Eyam), a która swoje ozdrowienie łaczyła z przypadkowym wypiciem dzbanka ciepłego tłuszczu, zamiast mleka. Nie wiemy czy to akurat pomogło, jednak naukowcy odkryli, że pewni ludzie mieli odporność na tę chorobę. A ci którzy przeżyli, przekazali tę odporność swoim potomkom.

Co ciekawe w odróżnieniu od naszych czasów, ludzie mieli w sobie jakąś pokorną rezygnację. Wierzyli, że Bóg ma jakiś cel w tym wszystkim, (wierzono, że to kara Boska), i nie bali się śmierci.

A zapach “smutku i śmierci”unosił się w powietrzu, jak napisał w swoich listach wielebny Mompesson. “ Będę umierał w bólu i nie ma nikogo i niczego co mogłoby mi pomóc”
Mompesson przeżył zarazę, niestety jego żona Katherine odeszła, ale do końca stała lojalnie przy mężu i opiekowała się ofiarami zarazy.

Czy możemy sobie wyobrazić życie w takim strachu I tak blisko śmierci?

W listopadzie zaraza skończyła się. Niektóre źródła podaja, że 24 października zanotowano ostatni zgon. Po dwóch tygodniach rozdzwonił się wspomniany na początku dzwon. Zmarło w sumie 260 osób z 76 różnych rodzin. Ile wynosiła liczba mieszkańców trudno ustalić, źródła podaja od 300 do 800. Nazwiska ofiar można sprawdzić, są dostępne w zapiskach kościelnych. Odwaga mieszkańców Eyam prawdopodobnie uratowała tysiące istnień.

Ważne jest pamiętać o takim poświęceniu, ci ludzie ze względu na szacunek do życia i w dobrej wierze pojęty, chrześcijański obowiazek, zostali w swoich domach. Zrobili wszystko co można było zrobić, zgodnie z ówczesną wiedzą. My dziś byliśmy proszeni o to samo. Zostać w domu, żeby zapobiec rozprzestrzeniania się wirusa, dla dobra innych i żeby mieć czyste sumienie, że zrobiliśmy to co było w naszej mocy zrobić.

Materiał źródłowy- artykuł ” Eyam plague: The village of the damned”- BBC News

Author

admin@grochzkapusta.co.uk
Na imię mam Aneta i od szesnastu lat mieszkam w Anglii z czego ostatnie osiem lat w Kornwalii. Zakochałam się w klifach, wrzosach i oceanie, od pierwszego wejrzenia i chyba z wzajemnością. Oprócz tego kocham książki, samotne spacery po klifach i kąpiele w zimnym oceanie. Dopiero zaczęłam moją przygodę z blogowaniem, ale mam nadzieję, że będę mogła przybliżyć wam taką Kornwalię jaką pokochałam.

Comments

Aggie
23 kwietnia 2021 at 6:38 PM

Świetny artykuł!



Magda
23 kwietnia 2021 at 9:23 PM

Bardzo ciekawa historia i jakaż na czasie pomimo setek lat różnicy 👏



    23 kwietnia 2021 at 10:02 PM

    Prawda, że taka aktualna jest ta historia? Też mnie to zastanawiło, ci ludzie robili dokładnie co my teraz. I chociaż mamy dziš większą wiedzę, ta bezradność wobec pandemii i strach są takie same.



Zeberka
23 kwietnia 2021 at 10:08 PM

Bardzo fajna historia. Szybko i z zaciekawieniem się czytało



Agnes
24 kwietnia 2021 at 6:50 AM

Historia lubi sie powtarzać 😊



Obierka
26 kwietnia 2021 at 2:29 PM

Bardzo ciekawy artykuł. Lekko się czyta. Mamy postępy medycyny, postęp techniki a tu mały wirus czy bakteria i “wielkość” człowieka znika.



Pozostaw odpowiedź Obierka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ciasto czekoladowe

16 kwietnia 2021